dijous, 11 de març de 2010

Miejsce, gdzie da się mieszkać

Czasami pojawia się sprawa: kiedy sobie kupisz własne mieszkanie? Albo nie jako pytanie, po prostu jako stwierdzenie: „...kupisz sobie mieszkanie i bla bla bla...” Na przykład wczoraj przy rozmowie w „kwartecie smyczkowym” z Magistrem, Brodatym i Llinaresem. Ale jak to możliwe, że od lat nie płace co miesiąc bankowi za własne miejsce zamieszkania?

Odkąd zacząłem pracować na uniwersytecie jako urzędnik w 1994 r. teoretycznie mam taką możliwość, ale na samym początku tej historii po prostu się bałem hipotek. Nie znając się na tym myślałem sobie, że to jest instytucjonalna kradzież bankowa, że niepotrzebnie się płaci ogromną ilość pieniędzy za mieszkanie, podczas gdy można mniej płacić i mieć możliwość szybkiego wyboru innego miejsca zamieszkiwania. Szybko zdałem sobie sprawę tego, że za to kryje się bardzo poważne pytanie: gdzie mam zostać, prawdopodobnie na zawsze? Własne mieszkanie znaczy miejsce, gdzie zamierzasz się zakorzeniać. Skoro zawsze miałem nadzieję, że będę mieszkać i pracować w kraju, który mi się podoba, teoretycznie nie powinienem kupić mieszkanie tam, gdzie nie jest mi dobrze. Mówiśc wprost: nienawidzę tego kraju, dlatego nie jestem właścicielem własnego mieszkania. Ale teraz już nie mam ani sposobu ani miejsca żeby stąd uciekać, czyli nie mam ani domu tutaj ani żadnego miejsca dokąd uciekać. Mógłbym teraz zaczynać takie kupowanie, mam na to małą ilość oszczędzonych pieniędzy, może teraz już ostatni moment na taką transakcję w moim życiu, ale czuję się (też) pod takim względem zablokowany dlatego, że w dalszym ciągu mam taką niemożliwą nadzieję, że kiedyś pojade do Niemiec, do Polski, do cholery, że w końcu pojadę na wygnanie... Choć wiem, że dalej oszukuję samego siebie.