dijous, 12 d’agost de 2010

Wein, oder "meine Seele ist betrübt bis an den Tod"

Ich bin allein zuhause. Ich habe eine halbe Flasche Wein getrunken, und jetzt sehe ich, dass das nur mein Selbstgefühl erniedrigt und dass ich nachher noch trauriger bin.

divendres, 21 de maig de 2010

Verwürzelt?


Gestern bin ich in Sant Vicent de Llíria gewesen. Dort fühle ich mich zuhause, vor allem wenn es nicht zu viele Leute gibt. Eine überraschende Sache ist, dass ich mich nicht in einem einzigen, konkreten Ort verwürzelt fühle, sondern eine geographisch zerstreute Verwürzelung habe. Ideal wäre für mich ein Ort, der aus allen "meinen Heimate" zusammengesetzt wäre. Ich brauche meine Foiossche Wohnung, aber Krakau und Berlin sollten nicht weiter als eine halbe Stunde mit dem Auto liegen; Sant Vicent de Llíria würde so nah liegen, um dort zu Fuss ankommen können; ein Platz mit nordischen Sommern, mittelmeerischen Wintern und mitteleuropäischen Frühlingen und Herbsten... Auf diesem Fall würde ich mich nicht von hier aus nach Deutschland und Polen sehnen, so würde ich mich nicht immer und überall im Exil fühlen.

dimarts, 11 de maig de 2010

The Wall


Und ich hab´ einen starken Drang zu fliegen
Aber ich habe keinen Ort zu dem ich fliegen kann.

divendres, 16 d’abril de 2010

A potem beznadzieja i starość pariasa

Nie wiem, czy to w sobotę, czy to w niedzielę, czy to po prostu w ogóle w weekend. Jak jem śniadanie oglądam w telewizji katalońskiej program polegający na tym, że katalońscy studenci opowiadają różne historie o kraju, w którym są w ramach jakieś stypendium czy czegoś. Oczywiście przeważa dyskurs prawie dziecinny, naiwny, prawie wszystkie komentarze są banalne, takie, jakie umie robić każdy wykształcony turysta; nic w tym dziwnego, są młodzi, są studentami, wszystko w porządku. No i dobrze, że umieją rozumować trzymająć jakiś dystans wobec wląsnego kraju i własnych ludzi. Ale nie o to mi chodzi.

Pochodzę z proletaryjskiej rodzinny, która właściwie nigdy nie miała pieniędzy na turystyczne wyjazdy poza najbliższymi regionami Hiszpanii. No tak, moje rodzice byli w Szwajcarii, ale na emigracji. Po raz pierwszy przekroczyłem granice tego państwa gdy miałem 22 lata (!): całkiem przypadkowo dostałem stypendium Erasmus (nie wiedząc ani tego, że takie stipendia istnieją), którego nikt nie chciał dlatego, że był to na pobyt w Niemczech. Jak wylądowałem na lotnisko we Frankfurcie mi się wydawało, że jestem na innej planecie. Byłem o wiele bardziej naiwny niż studenci tego programu telewizijnego. Dla mnie ten kosmopolityzm podróżowania po świecie zawsze miał cechy czegoś mitycznego. Nawet teraz tak jest, chociaż od lat jest mi trochę bardziej możliwe coś takiego robić. W dalszym ciągu podziwiam tych, którzy byli i w Rosji, i w Anglii, i w Szwecji, i na Ukrainie, i w Rumunii, i w... By wspominać tylko kraje europejskie. Wiem jednak, że sporo jest turystów, którzy byli fizycznie w innych krajach ale nigdy nie poruszali się poza własnym domem, bo dalej są ignorantami i nic się nie nauczyli na tych podróżach. Tak, wiem. Ale...

Patrzę na nich z takim wrażeniem, w tym momencie dla mnie jeszcze dziwnym, że należę do innego pokolenia i do innego warstwa społecznego, przynajmniej z perspektywy mojego pochodzenia. Dla tych studentów podróże, mówienie w różnych językach (przede wszystkim doskonale posługiwać się angielskim, ach!), mieć znajomych ze wszystkich stron świata itd jest wydarzeniem całkowicie naturalnym. U mnie to wszystko jest związane z pewnym utopicznym marzeniem, chociaż ja również mam mniej więcej takie życie i takie doświadczenia. Ale nadal żyję tak, jakby to było sprawa innych a nie moja, jakby ten ideał był trudny do osiągnięcia... bo dla mnie tak był, ale u nich to jest całkiem inaczej. Może taki jest zawsze upływ czasu. A może po prostu taka jest zawsze zazdrość. W gruncie rzeczy interpretuję ich sytuację w tym sensie: to twój prowincjonalizm, człowieku. No taki kompleks, no.

dijous, 25 de març de 2010

Auf eine fremde Sprache

Warum auf eine fremde Sprache (oder auf zwei, hier) zu schreiben? Wofür, besonders wenn man diese Sprache nicht gut beherrscht? Oft stelle ich mir diese Fragen, weil ich nicht weiss, ob es kein Sinn hat, in diesem Weblog auf Deutsch und auf Polnisch zu schreiben. Ganz sicher mache ich auf beiden Sprachen viele Fehler, vielleicht sollte ich mich darüber schämen. Aber weiter schreibe ich... Warum? Wofür?

Ich brauche einen unmittelbaren Kontakt mit diesen Sprachen zu halten, und nicht nur z.B. als Leser. Ist das unfassbar, dass man auf eine fremde Sprache sich zuhause fühlt? Man brauch nicht, diese andere Sprache ausgezeichnet zu sprechen oder schreiben, sie erweckt eine ganze Welt von Konnotationen und Erinnerungen, die überhaupt unverzichtbar sein können. Deutsch ist für mich die Sprache, mit der meine Vergangenheit als Musiker und Meloman und meine persönliche "mitteleuropäische Utopie"verknüpft sind. Polnisch habe ich im Kopf fast wie eine eigene (zweite) Sprache, wie die Luftspiegelung der Utopie, eine Gegend, die ich fast "meine" heissen kann.

dijous, 11 de març de 2010

Miejsce, gdzie da się mieszkać

Czasami pojawia się sprawa: kiedy sobie kupisz własne mieszkanie? Albo nie jako pytanie, po prostu jako stwierdzenie: „...kupisz sobie mieszkanie i bla bla bla...” Na przykład wczoraj przy rozmowie w „kwartecie smyczkowym” z Magistrem, Brodatym i Llinaresem. Ale jak to możliwe, że od lat nie płace co miesiąc bankowi za własne miejsce zamieszkania?

Odkąd zacząłem pracować na uniwersytecie jako urzędnik w 1994 r. teoretycznie mam taką możliwość, ale na samym początku tej historii po prostu się bałem hipotek. Nie znając się na tym myślałem sobie, że to jest instytucjonalna kradzież bankowa, że niepotrzebnie się płaci ogromną ilość pieniędzy za mieszkanie, podczas gdy można mniej płacić i mieć możliwość szybkiego wyboru innego miejsca zamieszkiwania. Szybko zdałem sobie sprawę tego, że za to kryje się bardzo poważne pytanie: gdzie mam zostać, prawdopodobnie na zawsze? Własne mieszkanie znaczy miejsce, gdzie zamierzasz się zakorzeniać. Skoro zawsze miałem nadzieję, że będę mieszkać i pracować w kraju, który mi się podoba, teoretycznie nie powinienem kupić mieszkanie tam, gdzie nie jest mi dobrze. Mówiśc wprost: nienawidzę tego kraju, dlatego nie jestem właścicielem własnego mieszkania. Ale teraz już nie mam ani sposobu ani miejsca żeby stąd uciekać, czyli nie mam ani domu tutaj ani żadnego miejsca dokąd uciekać. Mógłbym teraz zaczynać takie kupowanie, mam na to małą ilość oszczędzonych pieniędzy, może teraz już ostatni moment na taką transakcję w moim życiu, ale czuję się (też) pod takim względem zablokowany dlatego, że w dalszym ciągu mam taką niemożliwą nadzieję, że kiedyś pojade do Niemiec, do Polski, do cholery, że w końcu pojadę na wygnanie... Choć wiem, że dalej oszukuję samego siebie.

divendres, 5 de març de 2010

Posen, Freunde, Sprache

Endlich habe ich Posen noch einmal besucht. Vor allem interessierte mich nicht zuviel weder die Stadt noch einmal zu sehen, obwohl das Stadtzentrum sehr schön ist, noch polnische Bücher zu kaufen, weil ich vielen habe und sehr wenig gelesen können habe. Erstens wollte ich mich während ein bisschen Zeit von Valencia erfreit zu fühlen, und dieselben Gesichter, die ich täglich in meinem Arbeitsplatz sehen muss, einfach zu vergessen. Zweitens hatte ich viel Lust, meine Posener Freunde zu treffen, mit ihnen gute Weilen zu verbringen: Alfons und Tania, Witas, und auch die, die auch (relativ) oft Posen besuchen: Sebastià, Xavi. Last but not least wollte ich in einem eingemessenen Kontext auf Polnisch sprechen, mich in einer polnischen Sprachumgebung zu finden. Marta hat mir vielmals gesagt, dass wir zuhause auch auf seiner Sprache reden könnten. Aber das ist nicht fur mich dasselbe, als in Polen die Sprache zu üben. Für mich hat die polnische Sprache solche Konnotationen, die mir sie mit meiner Partnerin zu verwenden verhindert. Das sind natürlich persönliche Geschichten. Andererseits braucht Marta nicht mehr Polnisch, sondern mehr Katalanisch und Spanisch üben, um als „Spanierin“ zu gelten. Nein, wichtiger is für mich, dass ich kann nicht mich sprachlich „zuhause“ fühlen wenn eine Sprache nicht auf seinen unmittelbaren Kontext erschient. So scheint es mir, natürlich zu sein.

dijous, 11 de febrer de 2010

Polska, konferencje

Za dwa tygodnie wróce do Poznania, na konferencję o literaturach mniejszych Europy romańskiej. Od dawna nie lubię przystąpić w konferencjach i różnych takich przyjątkach dla erudytów, ale... Po pierwsze: każdy argument żeby uciekać (czasowo przynajmniej) z Walencji jest dla mnie ważny. Po drugie: pojadę na konferencję zorganizowaną przez moich przyjaciół tam, i właśnie dlatego, że mam ochotę ich spotkać. A po trzecie, last but not least, che mi się przybywać od czasu do czasu w Polsce. Nie chodzi mi o to, że tęsknę za Polską ani nic takiego. Polska to nie najlepszy kraj w Europie, ale tam jest mi dobrze (chyba nie na stałe...), i chce mi się jeszcze raz mówić po polsku, czuć sie dobrze w języku. To jest mi potrzebne, wracać jeszcze raz do tego mojego „bytu” językowego, do tego trzeciego języka, do tego trzeciego „domu bytu”. Byłem w Krakowie niedawno temu, na święta bożonarodzeniowe, a to co?