dissabte, 11 d’octubre de 2008

Podwójne wygnanie

«Argentyno! Senny, zmrużony, znużony, znowu szukam jej w sobie —z całej siły— Argentyno!

Ciekawy tylko i chciałbym to wiedzieć, ciekawe, dlaczego mnie w Argentynie nigdy nie przytrafiła się taka namiętność do Argentyny? Dlaczego to mnie napada, gdy się oddaliłem? Boże mój, ja który ani przez moment Polski nie kochałem... A teraz na głowie staję żeby kochać Argentynę!
Ciekawe też, że sobie dotąd słowo „miłość” było zakazane. A tu teraz dozbajesz bezwstydnych ataków miłości. Och, och, och (trudno mi się to pisze, trudno redaguje — jak zawsze, gdy wzmagam w sobie szczerość, wzmaga sixę też tylko szarży, zgrywy, a wtedy stylizacja staje się nieunikniona)... I pewnie —myślałem— pewnie to wszystko nie jest niczym innym, jak tylko sprawa oddalenia: nie kochać Polski, bo się z nią było za blisko, kochać Argentynę, bo zawsze miałem ją w pewnej odległości, kochać właśnie teraz, gdy się oddalam, odrywam... i dlatego że, pewnie, na starość można śmielej domagać się miłości, ba, także piękności... bo one już pojawiają się w oddaleniu zezwalającym na większą swobodę... i one, może, na dystans są bardziej konkretne. Tak, i przeszłość swoją można kochać z oddalenia, gdy się oddalam nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni... uwożony, poddany nieprzerwanemu procesowi oddalania się, zrywania, i, w tym oddalaniu, trawiony pasją miłości do tego co się oddala ode mnie. Argentyna — przeszłość, czy kraj?»

Te myśli Gombrowicza, napisane w Berlinie i wydane w Dzienniku, dość dobrze mi pasują. Urodziłem się blisko morza Śródziemnego, mój rodzinny język to kataloński, ale zawsze miałem na mysli Europę Środkową (najpierw byłem germanofilem, potem uciekłem z Walencji przez 5 lat i mieszkałem w Krakowie, potem wróciłem do Walencji i...). Teraz strasznie tęsknę za... Za Niemcami? Za Polską? Za Czechami? Czy po prostu za marzeniem? Słowa Gombrowicza opisują moje własne uczucia. Proszę po prostu zastąpić „Argentynę” za „Berlin”, „Kraków”, „Pragę”, i już.